Głowica termostatyczna wyparła zawór ręczny na tyle skutecznie, że ten drugi bywa dziś traktowany jako relikt. Instalator montuje termostatykę odruchowo, a klient dopłaca, bo tak wypada. W kilku sytuacjach jest to jednak wydatek bez pokrycia, a czasem wręcz rozwiązanie gorsze od prostszego.
Warto wiedzieć, kiedy głowica pracuje na naszą korzyść, a kiedy jest tylko ozdobą, za którą zapłaciliśmy.
Co robi głowica, a czego nie robi zawór ręczny
Zawór z głowicą termostatyczną jest regulatorem temperatury. Czujnik wypełniony cieczą albo gazem reaguje na temperaturę powietrza wokół siebie i przymyka albo otwiera przepływ, utrzymując wartość zadaną bez udziału użytkownika.
Zawór ręczny takiej automatyki nie ma. Ustawia się go raz, na określone otwarcie, i tak pozostaje, dopóki ktoś go nie przekręci. Reguluje przepływ, a nie temperaturę.
Ta różnica jest istotna wszędzie tam, gdzie na temperaturę pomieszczenia wpływają czynniki zmienne w czasie: nasłonecznienie przez okna południowe, obecność ludzi, praca kominka, gotowanie w kuchni. Głowica wychwytuje te zyski ciepła i przymyka grzejnik, a zawór ręczny nie zrobi nic i pomieszczenie się przegrzeje.
W pomieszczeniach, w których takich zysków nie ma albo są znikome, przewaga głowicy zanika. I to jest właśnie ta grupa przypadków, w których stosowane od dekad zawory grzejnikowe w wersji ręcznej pozostają rozwiązaniem sensownym.
Gdzie zawór ręczny wygrywa
Pierwszym przypadkiem jest łazienka z grzejnikiem drabinkowym. Pomieszczenie jest małe, użytkowane krótko i intensywnie, a jego temperatura ma być wyższa niż w reszcie domu. Głowica ustawiona na wyższą wartość i tak będzie stale otwarta, więc pełni funkcję kosztownego kółka do przykręcania.
Drugim jest pomieszczenie z termostatem pokojowym sterującym kotłem. Jeżeli w salonie wisi termostat, który wyłącza kocioł po osiągnięciu temperatury, to głowica na grzejniku w tym samym pomieszczeniu robi dokładnie to samo, tylko drugą metodą. Co gorsza, oba urządzenia zaczynają ze sobą konkurować: głowica przymyka grzejnik, salon nie dogrzewa się do wartości zadanej na termostacie, a kocioł pracuje bez końca.
W takiej konfiguracji na grzejniku w pomieszczeniu referencyjnym montuje się zawór ręczny, ustawiony na pełne otwarcie albo na wyliczoną nastawę, a regulację przejmuje termostat.
Trzecim przypadkiem są pomieszczenia, w których temperatura ma pozostać stała i niska: piwnica, garaż z ogrzewaniem przeciwzamrożeniowym, pomieszczenie gospodarcze. Ustawienie raz i zapomnienie jest tam zaletą, a głowica bywa przypadkowo przekręcana.
Czwartym są instalacje z pojedynczym obiegiem grawitacyjnym, spotykane jeszcze w starszych budynkach, gdzie zawory termostatyczne dławią przepływ zbyt mocno w stosunku do dostępnego ciśnienia.
Nastawa wstępna, czyli funkcja obecna w obu wersjach
Niezależnie od tego, czy zawór ma głowicę, czy pokrętło ręczne, może mieć nastawę wstępną. To pierścień albo tarcza z podziałką, ustawiana raz przy uruchomieniu instalacji, określająca opór hydrauliczny tego konkretnego grzejnika.
Bez tej regulacji instalacja rozdziela przepływ według praw hydrauliki, czyli najwięcej do grzejników najbliższych źródła. Objaw jest znany z wielu domów: w pokoju przy kotłowni gorąco i trzeba przymykać, a w najdalszej sypialni grzejnik ledwie ciepły przy pełnym otwarciu.
Wartości nastaw pochodzą z obliczeń projektowych i podawane są w tabeli obok zapotrzebowania każdego pomieszczenia. Ich ustawienie zajmuje kilka minut na grzejnik i nie wymaga spuszczania wody. Pominięcie tego etapu jest jedną z najczęstszych przyczyn reklamacji nowych instalacji.
Warto o to zapytać wprost przy odbiorze, bo różnica między instalacją wyregulowaną a niewyregulowaną bywa większa niż między zaworem ręcznym a termostatycznym.
Wersja pośrednia, o której mało kto wie
Między zaworem ręcznym a pełną termostatyką istnieje rozwiązanie, które w wielu sytuacjach sprawdza się lepiej niż oba. Chodzi o zawór termostatyczny z założoną nakrętką ręczną zamiast głowicy.
Korpus zaworu jest wtedy przygotowany na przyszłość, bo w dowolnym momencie da się nakręcić na niego głowicę bez spuszczania wody i bez wymiany armatury. Na razie jednak pracuje jak zawór ręczny, ustawiany raz i zapominany.
To rozsądny wybór w pomieszczeniach, co do których nie ma pewności, jak będą używane. Pokój, który dziś jest gabinetem, a za trzy lata pokojem dziecka, ma zupełnie inny profil zysków ciepła i inne potrzeby regulacyjne. Różnica w cenie między korpusem termostatycznym a zwykłym jest niewielka, a sama nakrętka ręczna kosztuje kilka złotych.
Odwrotna operacja, czyli zamiana zaworu zwykłego na termostatyczny po latach, wymaga już spuszczenia wody z instalacji albo przynajmniej z pionu, a przy zabudowanym podejściu bywa kłopotliwa. To argument, żeby przy nowej instalacji montować korpusy termostatyczne wszędzie, a decyzję o głowicach podejmować osobno dla każdego pomieszczenia.
Co zrobić z zaworem raz w roku
- Wykonaj pełny obrót od zamknięcia do otwarcia. Trzpień nieruszany przez sezon letni potrafi zapiec się w jednym położeniu, a to najczęstsza przyczyna jednego zimnego grzejnika po wakacjach.
- Sprawdź szczelność dławnicy. Wilgoć albo osad wokół trzpienia oznacza, że uszczelnienie zaczyna przepuszczać, co da się naprawić dokręceniem albo wymianą uszczelnienia bez wymiany całego zaworu.
- Odpowietrz grzejnik ciepły na dole i zimny u góry, a po zabiegu uzupełnij ciśnienie w instalacji.
- Nie kręć pokrętłem w trakcie sezonu bez powodu. Zawór ręczny ustawia się raz, na podstawie obserwacji przez kilka dni, a nie codziennie według bieżącego wrażenia.
Ostatni punkt jest najtrudniejszy do przestrzegania, bo pokusa przekręcenia czegoś, gdy w pokoju jest chłodno, jest silna. Instalacja reaguje jednak z opóźnieniem liczonym w godzinach, więc efekt zmiany ocenia się następnego dnia, a nie po kwadransie.
Zawory grzejnikowe ręczne i termostatyczne, głowice oraz zestawy przyłączeniowe znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.
Artykuł sponsorowany
